czwartek, 2 lutego 2017

87.

Czasem mi się chce pisać, choć przez większość czasu raczej nie...

Właśnie przeglądałam bloga w poszukiwaniu ostatniego podsumowania wagowego. Listopad 2013, niemalże 4 lata temu... Na wadze 66kg, wow! Teraz o 10kg więcej. O ile w 2014/2015 nie ruszały mnie wahania wagowe w granicach 5kg związane z porządkiem cyklu hormonalnego, tak w 2016 w związku z podjęciem pracy biurowej zaczęłam odczuwać ten niechciany nadbagaż. Nawet biorąc ślub z wagą 72kg niezbyt mnie to ruszało, a teraz, po roku z hakiem doszły kolejne 4...

Otrząsam się z tego i staram się podnieść. Źle czuję się ze swoim ciałem. Źle mi, że znów nie mieszczę się w koszule.

I choć praca przy komputerze bardzo mnie zafascynowała to niestety nie była już tak przyjazna dla mojego zdrowia. Zazwyczaj po 8 bitych godzin na tyłku przed ekranem, czasami więcej... Od niedawna zmieniłam środowisko pracy, i choć nie siedzę tyle na dupsku to na zdaje się być bardziej stresogenne. A wiadomo, jak wiele osób, a wśród nich ja, radzi sobie ze stresem - zajadamy go. Tu czekoladka, tam ciasteczko... Za to dziś mam swój mały sukces - częstowana przez koleżanki pączkami i ptasim mleczkiem - odmówiłam. Gdybym się skusiła to pewnie podjadałabym słodkie do końca dnia, niestety.

Ćwiczenia? Zazwyczaj brak mi czasu lub po prostu nie mam siły. I to jest dla mnie większy problem niż to, co i jak przygotować sobie do jedzenia żeby było zdrowo i pełnowartościowo.

Jak odnaleźć w sobie siłę?