wtorek, 4 marca 2014

82.

Wracam. Po dwóch miesiącach wracam. Przyznaję się do dopuszczenia wszelkich odstępst w postanowieniach i spełniania swoich zachcianek. Na całe szczęście nie wyszło mi to na bardzo złe, pamiętam gdzie są granice. Przez ten czas myślałam także o blogu. Że trzeba zrobić aktualizację, że zdjęcia, że coś... Z reguły mi się nie chciało. Naprawdę. Zresztą... Ostatnio komputer nie jest dla mnie jedną z priorytetowych rzeczy. Jeśli już pojawiam się na fejsie, to zazwyczaj via telefon. Dziś w końcu mnie tknęło, a co tam. Nie ukrywam, że mój narzeczony także wielokrotnie namawiał mnie do dodania postu. Jest marzec i postanowiłam wziąć się w garść. Przecież moja samoocena sama się nie podwyższy... ;)

Żeby nie było zbyt krótko dorzucam zdjęcia, przedstawiające ulubione momenty z minionych dwóch miesięcy. :)

Kawka z przyjaciółką, a co! :)

Do nauki... Muffinki marchewkowe i kawa. 

Och, znów nauka!

Zupa krem z marchewki ze słonecznikiem. Ku mojemu zdziwieniu D. był zachwycony. 

Leniwe śniadanko... 

 Walentynki! Przygotowałam na ten dzień brownie, bo D. mówił mi kilka dni wcześniej, że ma ochotę.

Otrzymałam piękne tulipany, a także pluszową sowę. A w tle nawet moje hula hop się załapało... :)

 D. natomiast otrzymał bieliznę i... kupony miłości wykonane ręcznie przeze mnie. :)

Na koniec razem przygotowaliśmy kolację. Pieczony łosoś z plastrem mozzarelli na pomidorowej chmurce, mniam...

Podczas sportowego tygodnia w Lidlu kupiłam bluzę, udało mi się dorwać tę, którą chciałam. Nie pchałam się pierwszego dnia gdy były tłumy. Poszłam drugiego lub trzeciego dnia promocji. W pobliskim Lidlu - ostatnia czarna, rozmiar S - eee tam, nie wejde. Poszłam do drugiego. Ostatnia z bluz w ogóle - czarna M. Postanowiłam przymierzyć i... ależ byłam zaskoczona. W eMce czułam się jak w worku po ziemniakach. Wróciłam do swojego L i ku mojej uciesze ta S nadal była - leży jak ulał. :) Portki też lidlowe, ale z zeszłego roku.

Domowe masło orzechowe, mmm... To zostało w Lesznie. W Poznaniu mam kupne i to, które zostało w domu rodzinnym smakuje mi o wiele bardziej. 

Wytrawne, cebulowe goferki - bo kto powiedział, że gofry muszą być tylko słodkie? :)


 Na koniec zdjęcie z porannego niedzielnego biegania i moje wygłupy, nie ma to jak wspólny trening. ^^


Życzę sobie na najbliższy czas... Więcej wiary w siebie.





2 komentarze:

  1. Bardzo fajne smakołyki tutaj widzę :D ten łosoś pysznie wygląda i z chęcią bym spróbowała takich gofrów na wytrawnie :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmm nie jadlam jeszcze nie-na-slodko gofrow, pewnie zmakowaly swietnie! :)

    OdpowiedzUsuń