czwartek, 26 września 2013

76.

Za pisanie notki biorę się od rana, to już moje drugie podejście. Najpierw chciałam pisać jak to bardzo lenię się w ostatnie dni moich wakacji, później o melancholi. Teraz oświeciło mnie, że mimo ogromu czasu wolnego nie nudzę się aż tak jak mogłoby się wydawać. Co ciekawsze końcówkę września mam dopiętą na ostatni guzik. Jutro rano pomagam Fundacji CAT i leszczyńskiemu MOKowi w Dniu Przedszkolaka, a zaraz później jadę do Poznania na spotkanie z moją paczką z licencjatu i wracam w sobotę. Niedzielę pozostawiam rodzinie i Ukochanemu. W poniedziałek natomiast czekam na zapisy na wf na USOSie i wybieram się na szkolenie dotyczące metod aktywizujących dla dzieci w wieku wczesnoszkolnym. Co do zajęć z wychowania fizycznego wybiorę chyba aquaaerobik z zajęciami ogólnorozwojowymi lub pływanie.
Ostatnio słyszę dużo miłych rzeczy na swój temat. Nie tylko z powodu zrzucenia nadprogramowych kilogramów... dodatkowym powodem jest zmiana fryzury. Dla niektórych drastyczna, dla mnie to tylko włosy i nie płaczę, odrosną o ile im na to pozwolę. Nowa fryzura jest uzupełnieniem mojej metamorfozy. Zawsze mówiłam sobie, że gdy schudnę to ścinam włosy na krótko. Udało się i zdecydowałam się na ten krok. Czuję się w niej rześko i bardziej atrakcyjna. ;)





piątek, 13 września 2013

75./ minirelacja z Warszawy

Wczoraj wieczorem wróciłam z Warszawy, spędzliliśmy tam kilka dni. Miasto nawet fajnie, ale jak dla mnie nie na dłuższą metę. Dla nas wystarczyły 4 dni, jednak w domu najlepiej. :)

Pierwszego dnia mało co nam się chciało, po odstawieniu bagaży do hostelu wróciliśmy do centrum i zdecydowaliśmy się na Pałac Nauki i Kultury, a następnie zajrzeliśmy do Złotych Tarasów.

We wtorek miejsc, które odwiedziliśmy było więcej - dziedziniec Muzeum Wojska Polskiego, Stadion Narodowy, Syrenka (niestety straciła swój urok poprzez zabezpieczenia ze względu na budowę metra), Centrum Nauki Kopernik, spacer po Powiślu, a następnie Krakowskie Przedmieście i na koniec dnia spotkanie z koleżanką ze studiów, która zabrała nas do wegebaru KroWarzywa, które absolutnie pokochaliśmy (tak, tak, mój mięsożerca również).
 Muzeum Wojska Polskiego

 W drodze na Stadion Narodowy.

 W Centrum Nauki Kopernik - na łóżku Fakira, leżę na igłach!

 W Centrum Nauki Kopernik - latający dywan, tyle radościii!

 W Centrum Nauki Kopernik - byłam w wielkiej bańce mydlanej.

Na Krakowskim Przedmieściu z Zygim :)
W środę wybraliśmy się do Łazienek, a później pojechaliśmy autobusem na Powązki. Niestety zaczęło tak padać, że od razu wróciliśmy do domu. Kiedy chwieliśmy porobić kilka zdjęć padł nam aparat, mam jedynie kilka z telefonu, ale nie są aż tak super by je tu umieścić. W czwartek pogoda znów dała ciała, więc odpuściliśmy sobie i zdecydowaliśmy się na wcześniejszy pociąg. Kiedy o 15 opuszczaliśmy Dworzec Centralny ujrzeliśmy słońce, cóż za niefart!


Jeśli chodzi o ćwiczenia to o ile w poniedziałek miałam siły, tak we wtorek i środę byłam po spacerach totalnie zmęczona, ale nie mam tego sobie za złe, bo naprawdę dużo chodziliśmy. W kwestii jedzenia 2:2, przyznaję się, że w dniach kiedy byliśmy w podróży trochę sobie odpuściłam jednak nie odbiło się to na mnie źle. Poniżej kilka fotek jedzonka z tych dni: musli z gruszką, sałatka szynka-sałata-pomidor-ogórek-papryka-fasolka-kukurydza, wegeburgery: tofex (mój), jaglanex (Dawida), cieciorex (Lusi), musli z bananem - niestety tylko tyle, przez te 4 dni nie przywiązywałam uwagi do fotografowania jedzonka, zresztą nie wszystko na to zasługiwało. :P


Po powrocie z Warszawy postanowiłam się zważyć dziejszego ranka. Stanęłam, waga wskazała 67,5kg, uff... Później ćwicząc myślałam o tym i oświeciło mnie, że mam za sobą 20kg! Tyle radości. :)
Poniżej zdjęcie z Sylwestra i ze środy, tak dla porównania oraz z sierpnia 2012 i poniedziałku. :)







niedziela, 8 września 2013

74.

Dopadł mnie dołek... ale naszczęście już go zakopałam. :) W piątek i sobotę złapał mnie jakiś smuteczek, wszystko mnie denerwowało, nic mi się nie chciało - ogólnie byłam na NIE. Nawet wypad na rowery nie zadziałał, wciąż byłam markotna i płaczliwa.
A dziś? Dziś o wiele lepiej - może to za sprawą pysznego śniadanka - owsianka z pomarańczą i kakaowym kremem z avocado, mmm...(pokażę w notce 'posiłkowej'), może za sprawą długiego snu, a może po prostu musiałam dać sobie kopa w tyłek ćwicząc? Obstawiam trzecią opcję, choć pierwsza też mogła nastawić mnie pozytywnie.

Za chwilę się położę, jutro muszę wstać wcześnie, bo po 7 mamy pociąg do Poznania, a stamtąd kolejny już prosto do Warszawki, łącznie 5,5h podróży. Nie zamierzam się obijać, podczas drogi w pociągu rozplanujemy sobie wycieczki i będzie dużo chodzenia, a poza tym biorzemy ze sobą to co prawie nic nie waży i nie zajmuje za wiele miejsca - guma, skakanka i ściskacze. Fajnie jest ćwiczyć razem ze facetem - szkoda, że w kwestii odżywiania nie możemy zbytnio współpracować - ja staram się zrzucić zbędny balast, a on przybrać na masie.

Wracam późnym wieczorkiem w czwartek... :)




środa, 4 września 2013

73./

Wrzesień leniwie mija, a ja z każdym dniem staram się pozytywnie nastrajać na jesień. Dziś od rana chodziłam jakaś struta, marudziłam, nie wiedziałam co ze sobą począć... Wybrałam się na Zumbę, to był mój pierwszy raz. I co? Fajnie było tak poszaleć. Początkowo sceptycznie podchodziłam do opinii na jej temat, więc musiałam spróbować by przekonać się jak jest rzeczywiście. Na zajęcia, na których byłam można przyjść razem z dzieckiem i wtedy ono także ma zapewniony ruch. Co mnie zdziwiło - poza dzieciakami byłam chyba najmłodszą uczestniczką, a przynajmniej takie odniosłam wrażenie. Wydawało mi się, że pozostałe panie były ode mnie starsze o minimum 5 lat. Dopiero teraz zauważam maglowany od długiego czasu fakt o niskiej aktywności fizycznej wśród młodzieży. Sama próbuję przekonać młodszą siostrę do różnych aktywności, czasem się udaje, a czasem nie...

Jeśli o mnie chodzi to moją ulubioną formą ruchu jest pływanie. Od zawsze sprawiało mi przyjemność. Może i nie jestem najlepszą pływaczką, może i nie pokonuję wielkich dystansów, ale robię to dla siebie i mam z tego ogromną satysfakcję. Był okres kiedy zaniechałam pływania. Dlaczego? Wstydziłam się swojego ciała, nie chciałam sama wychodzić i pokazywać się w stroju. Na szczęście ponad pół roku temu postanowiłam wziąć się w garść i zmienić swój wygląd. Wtedy niezdecydowałabym się wrzucić tu zdjęcia z odkrytym brzuchem, który trząsł się jak galareta. Aktualnie idealny nie jest, ale jest o niebo lepiej i dalej nad sobą pracuje. Teraz muszę bardziej przyłożyć się do ud oraz ramion,  które są moją zmorą...




W poniedziałek po powrocie z weekendowego wypadu nad jezioro zaktualizowałam wygląd mojej szafy - umieszczam na jej drzwiach różne rzeczy, które mają mnie napędzać do działania. Główną rolę gra kalendarz, w którym zapisuję sobie aktywność fizyczną oraz koloruję na czerwono i zielono wg przyjętych zasad (czerwony - coś słodniego, zielony - bez słodyczy). Dwa pierwsze dni miesiąca czerwone, ale wczoraj i dziś już na zielono. Tablicę magnetyczno ścieralną, która widnieje na zdjęciu kupiłam w Empiku. Fajna sprawa, ale mam problem z mocowaniem, bo pianki z klejem były fatalnej jakości, a mocniejsza taśma dwustronna też średnio sobie radzi, chyba będę musiała użyć jej trochę wiecej, może będzie lepiej. Planuje z czasem coś jeszcze podopisywać.  Kontynuuje codzienne sierpniowe przysiady i wyciąganie francuskie, dołączam do tego wyzwanie skakankowe.

Jutro jadę do Poznania spotkać się ze znajomymi ze studiów, mam nadzieję, że nie będą namawiać mnie do złego, hihi... ;)

wtorek, 3 września 2013

72./ PODSUMOWANIE VIII

PODSUMOWANIE VIII - 02.08.2013 - 03.09.2013

WYMIARY NA DZIEŃ 02.08.2013:
WAGA: 70kg BMI: 26,03 - nadwaga
RAMIONA: 32,5cm
TALIA: 77,5cm
UDA: 58cm
BIUST: 97cm / POD BIUSTEM: 78,5cm
BIODRA: 98cm

WYMIARY NA DZIEŃ 03.09.2013:
WAGA: 69kg (-1kg) BMI: 25,65 - nadwaga
RAMIONA: 32 (-0,5cm)
TALIA: 75cm (-2,5cm)
UDA: 57cm (-1cm)
BIUST: 96cm (-1cm) / POD BIUSTEM: 78,5cm
BIODRA: 96cm (-2cm)

ŁĄCZNIE W SIERPNIU: -1kg, -7cm
ŁĄCZNIE od 02.01.2013: -18,5kg, -57,5cm

Podsumaowanie dziś, a nie 2 września, bo wczoraj jeszcze byłam w terenie. W sierpniu totalnie odpusciłam, często pozwalałam sobie na coś niewskazanego. Mało ćwiczyłam, jedynie w weekendy nastawialiśmy się na większy wysiłek, po pracy właściwie nic mi się nie chciało... Ograniczałam się tylko do 2 x 20 przysiadów kaczych i 20 wyciągnięć francuskich z ciężarkami 3kg wieczorkiem. Na całe szczęście nie skończyło się źle, bo kolejne centymetry poleciały w dół. :)

W przyszły poniedziałek znów wybywamy - kierunek Warszawa i wracamy w czwartek. :)