Tym razem udało mi się już wstać przed 8! Dzień rozpoczęłam od pysznego śniadanka. Tym razem przygotowałam sobie MOZARELLE na SAŁACIE z POMIDORKAMI cherry. Do tego pół bułki z pestkami dyni.
Później odwiedził mnie mój Narzeczony i zarazem trener. Wpadłam na pomysł by poćwiczył tego dnia wraz ze mną, zgodził się z entuzjazmem. Pokazał kilka ćwiczeń, poprawiał, dał wskazówki na przyszłość. To cudownie mieć taką osobę, która zawsze Cię wspiera. Nie odchudzam się ze względu na niego czy na jego widzimisię co do mojego ciała. Nigdy nie usłyszałam z jego ust by moje ciało mu się nie podobało, przeszkadzało. Robię to dla siebie, a on pomaga mi spełnić to marzenie. Sama każę mu być dla mnie surowym, jeśli będzie pobłażliwy to wiem, że się rozleniwię co do ćwiczeń bądź w kwestii jedzenia dam sobie choćby mały urlop.
Na drugie śniadania zapragnęłam czegoś słodkiego. JOGURT NATURALNY z KIWI, rodzynkami i otrębami. Początkowo miałam wszystko wrzucić do jednej miseczki, ale lubię gdy moje jedzonko ładnie się prezentuje.
Obiad znów trochę mnie zawiódł. Tym razem KARKÓWKA. Już nie chodzi o to, że nie powinnam. Po prostu za nią nie przepadam... Czasem mus to mus. Do tego SAŁATKA o identycznym składzie jak wczoraj oraz KUSKUS z przecierem pomidorowym.
Po południu wybraliśmy się na spacer co oznaczało podwieczorek poza domem. Przed wyjściem szybko się zabezpieczyłam. Pokusiłam się na coś co bardzo lubię. Dwa małe KABANOSY wieprzowe i 1/4 PAPRYKI.
Wróciłam akurat na kolację, jednakże nie miałam zbytnio ochoty na kombinowanie. KOKTAJL z KIWI i otrębami. Nie smakował mi zbytnio poprzez goryczkę, nie wiem skąd się wzięła. Mimo to przemogłam się i wypiłam. Do tego pół BUŁKI z pestkami dyni - SZYNKA i ŁOSOŚ.
Jutro na śniadanie planuję coś mniammm... :)
Później odwiedził mnie mój Narzeczony i zarazem trener. Wpadłam na pomysł by poćwiczył tego dnia wraz ze mną, zgodził się z entuzjazmem. Pokazał kilka ćwiczeń, poprawiał, dał wskazówki na przyszłość. To cudownie mieć taką osobę, która zawsze Cię wspiera. Nie odchudzam się ze względu na niego czy na jego widzimisię co do mojego ciała. Nigdy nie usłyszałam z jego ust by moje ciało mu się nie podobało, przeszkadzało. Robię to dla siebie, a on pomaga mi spełnić to marzenie. Sama każę mu być dla mnie surowym, jeśli będzie pobłażliwy to wiem, że się rozleniwię co do ćwiczeń bądź w kwestii jedzenia dam sobie choćby mały urlop.
Na drugie śniadania zapragnęłam czegoś słodkiego. JOGURT NATURALNY z KIWI, rodzynkami i otrębami. Początkowo miałam wszystko wrzucić do jednej miseczki, ale lubię gdy moje jedzonko ładnie się prezentuje.
Obiad znów trochę mnie zawiódł. Tym razem KARKÓWKA. Już nie chodzi o to, że nie powinnam. Po prostu za nią nie przepadam... Czasem mus to mus. Do tego SAŁATKA o identycznym składzie jak wczoraj oraz KUSKUS z przecierem pomidorowym.
Po południu wybraliśmy się na spacer co oznaczało podwieczorek poza domem. Przed wyjściem szybko się zabezpieczyłam. Pokusiłam się na coś co bardzo lubię. Dwa małe KABANOSY wieprzowe i 1/4 PAPRYKI.
Wróciłam akurat na kolację, jednakże nie miałam zbytnio ochoty na kombinowanie. KOKTAJL z KIWI i otrębami. Nie smakował mi zbytnio poprzez goryczkę, nie wiem skąd się wzięła. Mimo to przemogłam się i wypiłam. Do tego pół BUŁKI z pestkami dyni - SZYNKA i ŁOSOŚ.
Jutro na śniadanie planuję coś mniammm... :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz