Znów sobie pospałam... Muszę przestawić się na tryb wstawania o 7 lub wcześniej. Lepiej się wtedy czuję no i mam więcej czasu na wszystko. Szczególnie będzie mi to potrzebne w poniedziałki i środy, kiedy mam zajęcia na 8. Pozostałe dni to niby totalna laba, bo mam wolne na uczelni. Tak naprawdę to nie do końca laba - wolny czas będę wykorzystywała na przygotowywanie się do licencjatu i oczywiście ćwiczyła. No i spędzała beztrosko czas z moim Ukochanym... :)
Wczoraj zapowiadałam coś pysznego na śniadanie - udało się! Przygotowałam PEŁNOZIARNISTE NALEŚNIKI z SOSEM MALINOWYM na bazie mleka (Uwielniam urządzenie mixSy firmy Zepter za to, że potrafi ubić nawet mleko. Właśnie dzięki temu sos miał konsystencje kremu). Jeśli chodzi o nadzienie to lekko wysmarowałam je SERKIEM NATURALNYM.
D. zakazał mi dzisiaj ćwiczyć, bo wczoraj trochę mnie wycisnął, ale ja nie mogłam sobie odpuścić. Dlatego zrobiłam chociaż ćwiczenia na ręce.
Drugie śniadanie zdążyłam zjeść przed spotkaniem z Narzeczonym. ŁOSOŚ WĘDZONEGO (50g), trzy POMIDORKI cherry, 2 ząbki SERA CAMEMBERT.
Obiad wyjątkowo składał się z dwóch dań. To za sprawą tego, że mama przygotowała BARSZCZ z USZKAMI. Zjadłam go niewiele, bo po prostu nie lubię... Dlatego wcześniej wpadłam na pomysł, by uszykować coś jeszcze. KUSKUS i właściwie sama nie wiem co, coś pomiędzy RATATUJ, a leczem. Improwizowałam z tego co znalazłam w lodówce. Bez mięsa, bo dziś piątek. Szkoda, że tak niewielu ludzi określających się jako wierzących przestrzega tej zasady.
Na podwieczorek postanowiłam sobie osłodzić życie. 'Lody' z JOGURTU NATURALNEGO i TRUSKAWEK mrożonych. Jogurt wsadziłam do zamrażalnika na godzinę przed posiłkiem, a truskawki wyjęłam wcześniej by się częściowo rozmroziły. Później zmiksowałam te składniki i dodałam odrobinę MIODU. Dla ozdoby łyżka MUSLI.
Popołdniem też nie mogłam powstrzymać się od ruchu... Choć spokojnie. Godzina boksu na Playstation 3 MOVE. Wielką przyjemność sprawia mi takie bicie się, ech. :D
Kolacje podobnie jak śniadanie zaplanowałam wczoraj. SZPINAK z JAJKIEM i dwoma plasterkami MOZARELLI. Do tego dwie kromki CHLEBA JĘCZMIENNEGO. Pomidorek dla ozdoby.
Dobrze mi tak... :)
Wczoraj zapowiadałam coś pysznego na śniadanie - udało się! Przygotowałam PEŁNOZIARNISTE NALEŚNIKI z SOSEM MALINOWYM na bazie mleka (Uwielniam urządzenie mixSy firmy Zepter za to, że potrafi ubić nawet mleko. Właśnie dzięki temu sos miał konsystencje kremu). Jeśli chodzi o nadzienie to lekko wysmarowałam je SERKIEM NATURALNYM.
D. zakazał mi dzisiaj ćwiczyć, bo wczoraj trochę mnie wycisnął, ale ja nie mogłam sobie odpuścić. Dlatego zrobiłam chociaż ćwiczenia na ręce.
Drugie śniadanie zdążyłam zjeść przed spotkaniem z Narzeczonym. ŁOSOŚ WĘDZONEGO (50g), trzy POMIDORKI cherry, 2 ząbki SERA CAMEMBERT.
Obiad wyjątkowo składał się z dwóch dań. To za sprawą tego, że mama przygotowała BARSZCZ z USZKAMI. Zjadłam go niewiele, bo po prostu nie lubię... Dlatego wcześniej wpadłam na pomysł, by uszykować coś jeszcze. KUSKUS i właściwie sama nie wiem co, coś pomiędzy RATATUJ, a leczem. Improwizowałam z tego co znalazłam w lodówce. Bez mięsa, bo dziś piątek. Szkoda, że tak niewielu ludzi określających się jako wierzących przestrzega tej zasady.
Na podwieczorek postanowiłam sobie osłodzić życie. 'Lody' z JOGURTU NATURALNEGO i TRUSKAWEK mrożonych. Jogurt wsadziłam do zamrażalnika na godzinę przed posiłkiem, a truskawki wyjęłam wcześniej by się częściowo rozmroziły. Później zmiksowałam te składniki i dodałam odrobinę MIODU. Dla ozdoby łyżka MUSLI.
Popołdniem też nie mogłam powstrzymać się od ruchu... Choć spokojnie. Godzina boksu na Playstation 3 MOVE. Wielką przyjemność sprawia mi takie bicie się, ech. :D
Kolacje podobnie jak śniadanie zaplanowałam wczoraj. SZPINAK z JAJKIEM i dwoma plasterkami MOZARELLI. Do tego dwie kromki CHLEBA JĘCZMIENNEGO. Pomidorek dla ozdoby.
Dobrze mi tak... :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz